niedziela, 23 marca 2014

Rozdział 17???

Dziś trzy miesięcznica bloga:)
Sama w to nie wierzę. W ciągu 3 miesięcy napisałam 16 rozdziałów, zdobyłam 5 obserwatorów i odwiedziło mnie 2929 osób, a oceniliście mój blog na 5 ( obliczyłam średnią z ocen jakie otrzymałam od was z ankiety).
Mogę się pochwalić tym, że pierwszy rozdział widziały, aż 243 osoby. Porównajcie ten wynik z
ilością osób, które widziały 16 rozdział, a było ich 8. Zauważyliście na pewno, że długo nie dodawałam rozdziału, a to temu, że stopniowo wy przestajecie mnie czytać. Nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział ( tytuł posta to zmyłka ). Może pojawi się dzisiaj, może za miesiąc. Nie wiem. Wiem za to, że nie mam weny na następny rozdział, po prostu nie mam motywacji, aby go napisać.
Wiem jednak, że parę osób mnie czyta ( Martyna, Zuza, anonim z ciepłych krajów) i to właśnie dla nich jest ten one shot. Mam nadzieję, że się spodoba.

One shot - pierwsze spotkanie Marcesci.

"W jednej sekundzie może zawalić ci się całe życie,
a w następnej możesz się zakochać skrycie"
 
 

Nazywam się Francesca, mam 15 lat i odkąd pamiętam mieszkam we Włoszech. Mam tu całe życie, rodziców, brata ( Lukę), przyjaciółki (Susanne, Valerie )  i chłopaka ( Tomasa, który pracuje u nas w barze). Uczę się w szkole muzycznej. Umiem grać na gitarze i klawiszach, lubię też śpiewać. Właśnie skończyłam lekcję gry na gitarze i kieruję się do baru na moją zmianę. O nie zaraz się spóźnię, od razu przyśpieszyłam. Weszłam do baru w momencie rozpoczęcia mojej zmiany.
- W końcu jesteś. - miło przywitał mnie brat- Dzisiaj zostajesz dłużej.
- Dlaczego?? Przecież za godzinę przychodzi Tomas.
- Nie będę ci nic tłumaczył, po prostu przeczytaj ten list - podał mi do ręki kopertę z moim imieniem- czytaj szybko póki nie ma gości.
Od razu otworzyłam ją:
 
Droga Fran!
Przepraszam, nie chciałem. Ja cię naprawdę kochałem, ale nie tak jak ją. W niej zakochałem się od razu, po prostu ona była mi przeznaczona, ale nie mogłem ci o tym powiedzieć. Wiedziałem, że to się tak skończy. Wiedziałem, że gdy się dowiesz to mnie zwolnicie. Spotykam się z nią od paru miesięcy. Ona wiedziała, że miałem dziewczynę i nie miała mi tego za złe. Mówiła, że rozumie, że ja nie chcę stracić pracy, ale stało się, twój brat słyszał jak się z nią umawiałem na dzisiaj i tak jak sądziłem - wylał mnie. W dodatku dostałem w twarz ( przyznam nie sądziłem, że twój brat jest taki silny). Więc skoro już i tak nie mam pracy, to po co to ciągnąć? To koniec. Nigdy cię nie kochałem, chodziło mi tylko o pracę.
                                                                                                                               Tomas
 
Ps. Oddaj mi wszystkie rzeczy, które ode mnie dostałaś, zwłaszcza tego wielkiego misia. Rozumiem, że nie chcesz mnie widzieć, więc zostaw je pod moimi drzwiami. Cześć!

Nie mogę w to uwierzyć, to  nie  może być prawda.
- Chodź do mnie kotku, Luca mi powiedział co się stało - mama pewnie czekała, aż skończę czytać, aby móc mnie przytulić. Normalnie bym się obraziła, ale dziś jej potrzebowałam. Podbiegłam do niej i mocno ją przytuliłam.
- Jak on mógł?? On miał drugą dziewczynę! Od paru miesięcy!! - wykrzyczałam to wszytko, bo jest mi strasznie źle.
- Nie płacz, proszę. Wezmę tą zmianę za ciebie, ale nie płacz już proszę. Nie znoszę jak jesteś smutna.
- Dobrze mamo, postaram się, ale nie wiem czy to jest w ogóle możliwe - łzy znów popłynęły ciurkiem z moich oczu. Nie mogę zrozumieć dlaczego. Przecież mogliśmy być przyjaciółmi, a on.... Nie chcę o nim myśleć.
- Idź się połóż.- powiedziała mama
- Dobrze.
Jestem w pokoju, ale nie mogę na niego patrzeć. Wczoraj mieliśmy rocznicę ( spotykaliśmy się od roku ) i cały pokój obkleiłam naszymi zdjęciami, aby mu zrobić niespodziankę. Wczoraj był taki szczęśliwy jak to zobaczył. Nienawidzę go. Z całą siłą ściągam nasze zdjęcia ze ścian i dokładnie każde targam. Nagle przypominam sobie tekst jego listu "Oddaj mi wszystkie rzeczy, które ode mnie dostałaś, zwłaszcza tego wielkiego misia" patrzę teraz na tego miśka i mam ochotę go rozszarpać. Pamiętam jak go dostałam. To było na naszej pierwszej randce w wesołym miasteczku - wygrał go dla mnie. W tym momencie czuję niechęć do wesołych miasteczek oraz wszystkich niewinnych pluszaków.
-Francesca!! Musisz się opanować! - mówię sama do siebie
-Oddam mu to wszystko będę ponad to.
Idę do salonu i szukam jakiegoś pudła, aby pochować te wszystkie rzeczy. My mamy w salonie pełno pudeł po produktach, które przyworzą do baru, lecz dziś jak na złość nie mogę niczego znaleźć. W złości przeszukuję wszystkie szafki, w końcu dochodzę to półki na samym końcu. Nigdy do niej nie zaglądałam. Otwieram ją i widzę pudło. Jestem szczęśliwa w końcu jakieś znalazłam, lecz ono spada, gdyż ta półka jest na samej górze. Wysypują się z niego jakieś dokumenty. Lepiej je pozbieram bo jeszcze mi się dostanie za to. Kucam, aby je podnieść i co widzę " Dokument o adopcji Francesci Cavulgia" Nic nie rozumiem o kogo chodzi. Czytam dalej " Dokument z dnia 21. 04. 1998r." Przecież to moja data urodzin, o co tutaj chodzi??? Jestem coraz bardziej zdziwiona, lecz czytam dalej " Od dnia dzisiejszego stają się państwo rodzicami zastępczymi dla dwu letniej Francesci Cavulgia, która zmienia nazwisko na państwa" Nadal nie mogę uwierzyć w to co czytam. To nie może chodzić mnie, to nie prawda na pewno nie. Coraz bardziej przestraszona znajduję inny dokument "Biologiczni rodzice Francesci  nie mogą się nią zająć ponieważ ulegli wypadkowi i są w bardzo ciężkim stanie. Francesca także uległa obrażeniom - straciła pamięć" Nie mogę w to uwierzyć, jednak chodzi o mnie.
- Czy ja mam 17 lat??? To wszystko to jakieś żarty! To jakiś sen, a ja zaraz się obudzę!!!
- Nie kochanie to nie jest sen - usłyszałam za plecami głos taty
- Tak kotku tata ma rację, jesteś adoptowana, twoi rodzice nie mogli się tobą zająć, bo byli w ciężkim stanie, a ty potrzebowałaś opieki. - dodała mama
- Postanowiliśmy, że ci powiemy, gdy skończysz 18 lat. - znów odezwał się tata
- Czyli za rok, czy może za trzy?? Jak mogliście ukrywać przede mną, że mam 17 lat??? Nie spodziewałam się tego po was! Ja was kochałam i gdybym wiedziała to nadal bym was kochała, a teraz nie wiem!! Mam serdecznie dość!! To jest najgorszy dzień w moim życiu nie dość, że mój chłopak jest idiotą to jeszcze wy nie jesteście moimi rodzicami. Zaraz mi pewnie powiecie, że Susana i Valeria były przez was wynajęte, aby się ze mną przyjaźniły!!!!
- Nie, ale....
- Co, ale?!?!?  Macie mi natychmiast powiedzieć o co chodzi?!!!!
- No dziewczyny dzwoniły dziś rano, że wyjeżdżają na 4 miesiące na Hawaje ze swoimi rodzicami.
- Wiecie co mam was serdecznie dość!!! Powiedzcie mi tylko jedno, czy moi rodzice żyją???
- Tak, mieszkają w Buenos Aires.
- Dziękuję, mam nadzieję, że chociaż raz powiedzieliście mi prawdę!!!!
Wbiegłam do pokoju. Chwyciłam mój plecak wrzuciłam do niego całe moje oszczędności, a uzbierało się tego parę tysięcy oraz teczkę, do której włorzyłam wszystkie dokumenty z pudła w salonie. Wybiegłam z domu i złapałam pierwszą taksówkę jaką widziałam. Przyjechałam na lotnisko po paru minutach. Znalazłam lot do Buenos Aires. Samolot wylatywał za 3 godziny. Zapytałam panią na recepcji czy są jeszcze wolne miejsca:
- Tak, jedno kosz 1965 złotych.
- Proszę - wyciągnęłam z plecaka pieniądze i podałam pani.
- Proszę czekać na lot.
Po 3 godzinach już siedzę w samolocie do Buenos Aires. Może sprawdzę co ja ze sobę wzięłam. A więc zostało mi tylko 1500 złotych mam nadzieję, że tyle mi wystarczy.  W plecaku znalazłam jeszcze notes, słuchawki, błyszczyk i kanapkę. Zostały z dzisiejszych lekcji. Wyciągnęłam notes. Przejrzę dokumenty może znajdę adres albo co kolwiek o moich rodzicach. Jestem głupia nie mam długopisu, ale mam błyszczyk. Przeglądam dokumenty, ale znalazłam tylko nazwisko oraz imiona moich rodziców - Josh i Samanta Cavulgia. Pochowałam wszystkie rzeczy. Co ja mam zrobić??? Chyba postąpiłam zbyt pochopnie, a teraz nie mam pieniędzy na bilet powrotny. Co ja narobiłam. Podkuliłam nogi i zaczęłam płakać.
- Nie płacz. Co się stało? - usłyszałam głos. To była staruszka, która siedziała obok mnie. Od razu otarłam oczy o rękaw i powiedziałam:
- Nic, nic.
- Masz - starsza pani podała mi chusteczkę - co się stało, mi możesz powiedzieć jestem tylko starszą panią. Nic ci nie zrobię. Bym zapomniała - lekko uderzyła się ręką w głowę - nazywam się Natalia. - podała mi rękę.
- Francesca - uścisnęłam jej rękę
- Mamy dużo czasu, a i tak nie mam nic do roboty, opowiesz mi, co się stało?
- Po prostu, nie wiem. Mam zły dzień i wciąż się łudzę, że to tylko sen
- Ale to nie jest sen
- Wiem i to jest najgorsze. Niech pani posłucha. Mam 15 lat mieszkam we Włoszech odkąd pamiętam. Mam rodziców, brata, przyjaciółki i chłopaka- w sumie byłego chłopaka. Zaczęło się od tego, że chłopak ze mną zerwał. Napisał list, ze od paru miesięcy ma inną dziewczynę, a ze mną spotykał się tylko dlatego, aby mieć pracę. Bo on pracował u nas w  barze, lecz mój brat nakrył go jak się umawiał z dziewczyną przez telefon i go wywalił, a co lepsze to mu przywalił.
- Każdy przechodzi zerwania, ale to nie powód, aby uciekać z domu.
- Niech pani posłucha, bo to dopiero początek mojej historii. Napisał też, abym mu oddała jego rzeczy, więc zaczęłam szukać pudełka w salonie i nagle znalazłam. Było ono w wysokiej szafce i spadło. Ja chciałam pozbierać dokumenty, które się wysypały i przeczytałam, że to dokumenty adopcyjne. Okazuje się, że jestem adoptowana, a co najgorsze moi rodzice żyją. Tylko mieli wypadek i nie byli w stanie się mną opiekować, ponieważ byli w ciężkim stanie, ja też nie wyszłam z tego cała. Straciłam pamięć. Na tych dokumentach była data, którą rodzice wmówili mi jako datę urodzin, a na tych dokumentach piszę, że miałam w tedy dwa lata. Czyli wychodzi na to, że mam 17 lat. Wyobraża to pani sobie?? Jak rodzice mogle ukrywać przede mną kiedy się urodziłam. Jakby tego było mało to moje przyjaciółki wyjechały na 4 miesiące. Dowiedziałam się tylko, że moi rodzice mieszkają w Buenos Aires i jestem tu.
- Dużo przeszłaś Francesco. Współczuję ci.
- Dziękuję, ale to mi nie pomoże.
- Ale ja wiem jak ci pomóc. Lecę do Buenos Aires do syna. On ma duży dom i wnuka w twoim wieku. Na pewno pozwoli ci u niego zamieszkać, a ja pomogę ci w poszukiwaniach rodziców.
- Na prawdę?? Strasznie pani dziękuję, ale czy pani syn się zgodzi przyjąć obcą dziewczynę pod swój dach?
- Na pewno się zgodzi.
- Bardzo pani dziękuję.
- Ale stawiam warunek.
-Jaki? Zrobię dla pani wszystko.
- Jak tylko wylądujemy to zadzwonisz do rodziców i dasz mi z nimi porozmawiać. Oni na pewno strasznie się o ciebie martwią.
- Oczywiście
Przez resztę drogi pani Natalia opowiadała o swoim wnuku - Marco. Nawet pokazała mi jego zdjęcie oto ono. Muszę przyznać, że jest całkiem ładny. Francesca to nie czas na chłopaków, masz ważniejsze rzeczy na głowie. Gdy wylądowaliśmy spełniłam prośbę pani Natalii. Ona zapewniła moich rodziców, że jestem bezpieczna. Następnie pojechałyśmy taksówką do domu jej syna. Drzwi otworzył nam Marco i od razu przywitał się z babcią. Ja stałam za nią więc mnie na początku nie zauważył, lecz po chwili mnie zobaczył i promiennie się uśmiechnął.
- Babciu, a to kto? - zapytał.
- To moja znajoma, zamieszka u nas na jakiś czas.
- Ale nie mamy wolnego pokoju.
- To zamieszka ze mną w pokoju.
- Dobrze wejdźcie.
Mieli duży dom, ale w środku był jeszcze większy niż na zewnątrz.
- To wasz pokój, za chwilę przyniosę z góry materac, abyś miała gdzie spać. - pokazał nam pokój, a za chwilę zniknął na schodach
- Ładny prawda? - Natalia zdziwiła mnie tym pytaniem i się troszkę zarumieniłam, a ona za to się zaśmiała.
- Mam materac - powiedział wchodzący Marco. Położył go na ziemi i nas zostawił.
- Idę coś zjeść, idziesz ze mną? - zapytała pani Natalia
- Nie dziękuję, jeśli pani pozwoli to byś przespała, jestem trochę zmęczona
- Dobrze śpij. W sumie już 22, więc ja też pójdę spać. Dobranoc - powiedziała, zgasiła światło i wyszła
- Dobranoc
Obudziła mnie kłótnia. Usłyszałam, że pani Natalia się z kimś kłóci:
- Ty nie wiesz ile ona przeszła.
- Rozumiem, że ona nie ma gdzie mieszkać, ale to nie znaczy, że ma być na naszym utrzymaniu.
- Proszę cię, tylko parę dni, później się wyprowadzi..
- Też nie możesz spać - usyszałam głos Marco, który stał przede mną. Sama nie wiem skąd się tam wziął.
- Tak
- Nie martw się ojciec zmięknie jak mu babcia opowie twoją historię. Ja jak ją usłyszałem to nie mogłem uwierzyć.
- Co mam powiedzieć? Sama w to nie wierzę.
- Nie martw się pomogę ci znaleźć rodziców, ale muszę się spytać, wiesz o nich coś więcej??
- Wiem, że nazywają się Josh i Samanta Cavulgia.
- Cavulgia??? Moja przyjaciółka ma tak na nazwisko. Mam pomysł pójdziesz jutro ze mną do studia i sama z nią pogadasz.
- Gdzie z tobą pójdę??
- Do studia, to taka szkoła muzyczna.
- We Włoszech chodziłam do szkoły muzycznej.
-Naprawdę?? Umiesz na czymś grać?
- Tak, gram na gitarze, klawiszach i trochę śpiewam.
- A zaśpiewasz mi coś??
- Już późno, nie powinnam.
- Mam nadzieję, że jutro cię usłyszę.  - powiedział i znów zniknął na schodach, a ja się w nim coraz bardziej zakochuję. Co najgorsze nie spakowałam sobie, żadnych ubrań i jak ja mu się jutro pokaże w tych ciuchach. Już wiem wstanę wcześniej i pójdę coś kupić. Może pani Natalia pójdzie ze mną.

Następnego dnia:
Właśnie wracam z zakupów, kupiłam śliczną beżową tunikę oraz kolorowe getry. Gdy weszłyśmy z panią Natalią do domu to Marco i jego tata właśnie jedli śniadanie.
- No cześć, ładnie to tak wychodzić bez uprzedzenia?? - przywitał nas syn pani Natalii
- Poszłyśmy na zakupy, gdyż Francesca, nic sobie nie zabrała, idź się przebrać bo zaraz wychodzicie - Pani Natalia zawsze wie co powiedzieć. Po chwili znów weszłam do kuchni ubrana tak. Marco, gdy mnie zobaczył bardzo się zdziwił i nawet powiedział, że ślicznie wyglądam. Po drodze do "Studia" nie rozmawialiśmy dużo, gdy znaleźliśmy się w budynku tej szkoły wyrwało mi sią jedno "Łał".
-Chodź Fran, przedstawię cię Camili - Fran, jak słodko... Nikt tak do mnie jeszcze nie mówił.
- Więc dziewczyny poznajcie się Camila to jest Francesca, Fran to jest Camila.
- Cześć! Słyszałam o tobie trochę. Wczoraj w nocy Marco do mnie dzwonił i mi powiedział twoją historię i wiem jak ci pomóc.
- Naprawdę?? Znasz Josha i Samantę??
- Tak to moja ciocia i wujek. Wszystko się zgadza oni mieli córkę, lecz oddali ją do adopcji po wypadku. Z tego wynika, że jesteśmy kuzynkami.
- Strasznie się cieszę. Kiedy do nich pójdziemy?
- Po zajęciach.
- A jeśli o zajęciach mowa. To właśnie zaczęły się zajęcia z Angie. - wtrącił się Marco i zaciągnął mnie do jakiejś sali.
- Dzień dobry, przepraszamy za spóźnienie.
- Nic nie szkodzi wchodźcie, a kto to z wami przyszedł??- pani zwróciła się do mnie
- To jest Francesca ona jest ze mną.  - odpowiedział za mnie Marco. "Ona jest ze mną" - jak to fajnie brzmi.
- Angie, mógłbym zaśpiewać z Francescą??- zapytał
- Oczywiście.
- Ale ja.. - nie wiedziałam co zrobić
- Wczoraj mi obiecałaś, że ze mną zaśpiewasz, masz tutaj tekst. - popatrzył na mnie swoimi pięknymi oczami, nie mogłam mu odmówić. Podeszłam do klawiszy, on zaczął grać cudowną melodię, a po chwili razem śpiewaliśmy. Mimo, że nie znałam tekstu to czułam się jakby ta piosenka była moja śpiewałam najpiękniej jak mogłam. Jak skończyliśmy to wszyscy klaskali. Zajęcia się skończyły. Dlaczego w naszej szkole nie jest tak fajnie.
- Zajęcia się skończyły, zadzwoniłam już do cioci i wujka i strasznie się ucieszyli, gdy się dowiedzieli, że cię znalazłam. Czekają przed studiem, chodźcie.- Powiedział Camila i zaprowadziła nas przed budynek, gdzie stała dwójka ludzi, którzy byli moimi rodzicami. Podbiegli do mnie i mocno mnie przytulili:
- Myślałam, że już cię nie zobaczymy. - powiedziała moja mama
- Niech państwo jej posłuchają dziewczyna ma świetny głos - wtrącił się Marco, za co dostał kopniaka w nogę. - Ała, przecież to prawda - dokończył
- Zaśpiewasz nam coś?
- Dobrze, ale może wejdźmy do budynku, nie będę śpiewać na polu.
Marco poprosił jakiegoś pana, abyśmy mogli zaśpiewać na scenie. Następnie wyszliśmy na scenę i dla wielu osób zaśpiewaliśmy tą samą piosenkę co wcześniej. Wyszło nam tak po występie znów nam klaskali, a Marco mnie pocałował. Od tego dnia jesteśmy razem, ja mieszkam z moimi prawdziwymi rodzicami w Buenos Aires (z rodziną we Włoszech utrzymuje kontakty), przyjaźnię się z moją kuzynką Camilą oraz uczęszczam do studia. Życie potrafi się zmienić w sekundzie. Najpierw jest dobrze, później wszystko się wali, zaś za chwilę zyskujesz o wiele więcej niż straciłeś :)


czwartek, 13 marca 2014

Rozdział 16


Dzisiaj zaczynam dedykować rozdziały konkretnym osobom.

Ten rozdział dedykuję.... Martynie Wierzchowskiej

Violetta:
Nagle do pokoju wszedł Leon.
- Leon!! - usiadłam z wrażenia - co ty tu robisz?? Gdzieś ty był??
- Wszystko dobrze. Leon! Wszystko okey??Nie! Zawołajcie lekarza! Szybko! - Leon zemdlał, a Fran go złapała. Naty w tym czasie pobiegła po lekarza, a Cami i Fede pomogli Fran położyć Leona na łóżku, które zwolniła Lena. Po chwili wszedł lekarz. Otworzył okno  i ocudził Leona wylewając mu na twarz szklankę wody. Przyznam, że nie myślałam, że tak się budzi ludzi, gdy zemdleją, a już na pewno nie myślałam, że robią tak lekarze.  Leoś wstał jak poparzony i krzyknął:
- Nie, nie, nie zabijajcie jej!!! Gdzie ja jestem?? Viola! Violu , ty żyjesz? Wy, wy co wy tu robicie?
- Uspokój się to wszystko ci wytłumaczę. No chodź tutaj, niech no ja cię przytulę. - podeszłam do Leona i mocno go przytuliłam.
- Brakowało mi ciebie. - przytulił mnie mocniej
- Ała, ała uważaj na rękę. - wróciłam na swoje łóżko.
- Właśnie ręka, strzał nic ci nie jest?
- Nie, nie wszystko dobrze, nic mi nie jest, a teraz opowiadaj co się stało??
- Nie to ty opowiadaj co się stało, przecież oni strzeli i cię zabrali. Co ty tu robisz? Jak wy ją znaleźliście?
- No ja nic nie pamiętam, obudziłam się w szpitalu, ale Nata opowiedz resztę ja się zmęczyłam za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
- A więc tak, w tej sali leżała moja siostra Lena i ona mi powiedziała, że Violę  przywlekli pod szpital zamaskowani ludzie i zostawili pod drzwiami. świadkowie tego zdarzenia przynieśli Violettę do szpitala, była bardzo poobijana i nie przytomna. Od razu zawieziono ją na blok operacyjny, aby coś tam zrobić nie wiem co nie jestem lekarzem, ale chyba, aby zatamować krwawienie lub coś takiego. Później Viola obudziła się na sali.
- Czyli znaleźliście ją dzięki Lenie?
- Nie, Marco podpowiedział nam, abyśmy przedzwoniły szpitale i udało się akurat w tedy, gdy zadzwoniliśmy Violetta się obudziła. - sprostowała informacje Fran
- No to teraz moja historia, gdy Viola została zraniona dwójka zamaskowanych zawiązała mi oczy i prawie wrzuciła mnie do przyczepy. Następnie gdzieś mnie zawieźli i zostawili przyczepę na odludziu. Mogłem uciec już parę dni temu, ale bałem się, że jak to zrobię to oni coś ci zrobią Violu, lecz dziś już nie mogłem wytrzymać po prostu wybiegłem i patrzę, a przed moimi oczami jest szpital. Pomyślałem, że wbiegnę bo gdyby cię zawieźli do szpitala to może tu. Wbiegłem do tego pokoju przez przypadek jakoś tak... nie wiem po prostu wbiegłem do szpitala i nagle znalazłem się tu, a później obudziłem się jak pan doktor wylał mi wodę na twarz! - przy ostatnich słowach po patrzył z wyrzutem na nadal tu stojącego lekarza, a my się roześmialiśmy.
- No dobra dziewczyny i Leon zostawię was bo muszę zacząć pisać piosenkę. - powiedział Fede
- Pa, pa - wszyscy go pożegnaliśmy, a chwilę po nim wyszły dziewczyny i zostałam sama z Leonem, któremu lekarz kazał zostać na noc w szpitalu....

*************************************************************************************

Jak wam się podobało? Czekam na komentarze. Dziękuję za kolejną obserwatorkę Marcię Gim.
Mam prośbę jeśli podoba wam się mój blog to powiedzcie znajomym. Chciałabym, aby więcej osób czytało tego bloga.

piątek, 7 marca 2014

Rozdział 15

Federico:
Od razu po zajęciach pojechałem do Violetty. Z jednej strony temu, że obiecałem wujkowi, że go zmienię i będzie mógł iść do domu, a z drugiej strony temu, że musiałem się komuś wygadać, a tu w Buenos Aires dobrze znam tylko Violę, Fran i Leona. Tu chodzi o Fran więc do niej nie pójdę. Najchętniej pogadałbym z Leonem, ale jeszcze go nie znaleźli. Z tego powodu postanowiłem pogadać z Violą, kiedy przyszedłem oddelegowałem pana Germana do domu. Miałem dużo szczęścia, gdyż Viola nie brała teraz leków i mogła myśleć racjonalnie.
- Violu - zacząłem - mam do ciebie sprawę...
- Co się stało??
- Nic takiego, tylko nie wiem czy ci opowiadałem dla kogo napisałem Te esperare???
- Tak mówiłeś, dla jakiejś dziewczyny, którą widziałeś na balu przebierańców we Włoszech.
- Yhy, no i ona śpiewała tam piosenkę, którą zapomniałem..
- A twój problem to...
- No bo ja usłyszałem tą piosenkę i... i to Fran ją śpiewała.. - wyrzuciłem to z siebie 
- Chyba nie sądzisz, że to ona była na tym balu?
- No właśnie nie wiem co mam myśleć. - wstałem z jej łóżka i zacząłem nerwowo chodzić po pokoju - przecież, gdyby to była ona, to chyba bym ją rozpoznał. Chociaż z drugiej strony miała na twarzy maskę, więc to nie było by takie łatwe. W sumie to widziałem ją tylko chwilę i to jeszcze wieczorem byłem już zmęczony i mogłem źle zapamiętać jej wygląd, lecz  wszystko wskazuje na Fran ona przecież pochodzi z Włoch. No dobra Włochy to wielkie państwo i może się okazać, że się mylę, ale gdyby się jednak nie mylił to.. no.. zawsze myślałem, że ona jest miłością mojego życia. Zawsze wyobrażałem ją sobie inaczej. No... nigdy nie przyszło mi do głowy, że to może być moja przyjaciółka. Jak byłem młodszy to...
- Czekaj!!- ktoś przerwał mój monolog, lecz to nie była Viola. Odwróciłem się i zobaczyłem Francesce, Natalię i Camilę. - dlaczego sądzisz, że jestem miłością twojego życia. Przepraszam, ale usłyszałam moje i imię, a później  "Zawsze myślałem, że ona jest miłością mojego życia" możesz mi wytłumaczyć o co chodzi?? - zamurowało mnie. Nie wiedziałem co mam zrobić.
- Może lepiej pogadajcie na osobności. - wtrąciła się Violetta. Fran wyszła z sali, a ja jak ten piesek na smyczy poszedłem za nią
- Może nie powinnam, ale możesz mi wytłumaczyć o co chodzi?? Wiem to trochę nie zręczna sytuacja, ale chciałabym się dowiedzieć, czy ty naprawdę coś do mnie czujesz?? No bo wiesz przyjaźnimy się i nigdy nie myślałam o tobie w taki sposób.
- Nie! No tak! Nie! Nie wiem, bo chodzi o to, jak byłem oddać ci twoją torebkę...
- To byłeś ty?
- Tak, ale wracając, to w tedy śpiewałaś taką piosenkę...
- Tak, bardzo ją lubię, to moja ulubiona piosenka, śpiewam ją zawsze, gdy mam gorszy dzień..
- No właśnie ja ją już kiedyś słyszałem, jeszcze we Włoszech na balu karnawałowym i śpiewała ją taka śliczna dziewczyna i to o niej myślałem, że jest miłością mojego życia, a gdy usłyszałem tą piosenkę w twoim wykonaniu to  nie wiedziałem co mam myśleć i poszedłem się poradzić Violetty...
- Ty byłeś na TYM balu karnawałowym.
- Dobra, ja się pogubiłem.
- No bo to  nie jest moja piosenka, tylko mojej przyjaciółki Oliwii  i ona śpiewała ją tylko na jednym balu przebierańców. Na moim pożegnalnym balu.
- Uuuh, strasznie mi ulżyło, że to nie ty - Fran zrobiła śmieszną minę - nie chodzi o to, że ty  nie jesteś ładna, bo jesteś, ale rozumiesz jesteś moją przyjaciółką. - Fran się zaśmiała
- Nie tłumacz się. Czyli wszystko sobie wyjaśniliśmy, a wiesz mogę zadzwonić do Oliwii i ją zaprosić do BA.
- Dzięki! - byłem tak uszczęśliwiony, że ją przytuliłem. -Nie mogę uwierzyć, że ją poznam. Poznam dziewczynę z moich snów.
- O popatrz to jej zdjęcie....

Violetta:
- I co jesteście razem?? - rzuciłam w stronę wchodzących Federico i Fran
- Nie, wszystko sobie wytłumaczyliśmy i to nie chodziło o mnie, lecz o moją przyjaciółkę. - Odpowiedziała Fran
- No dobra, odpuszczę wam - zażartowałam sobie robiąc minę obrażonej
- Mam już dość tego szpitala i strasznie się martwię o Leona.
- Możesz nam opowiedzieć co się tam naprawdę stało. - poprosiła Natalia, która w końcu się odezwała
- No tak,  a więc pobiegłam za Leonem, który wybiegł ze studia i złapali nas zamaskowani ludzie. Zakleili usta taśmą i zakuli mnie kajdankami. Leon nie pozwolił się skuć i strasznie się rzucał. Chciał mnie osłonić, lecz jeden zamaskowany ktosiek przyłożył pistolet do mojej ręki. Leon od razu się uspokoił, lecz ten strzelił. Więcej  nie pamiętam. No później się obudziłam w szpitalu.
- To nam zbyt dużo nie mówi.. - Nagle do pokoju wszedł....

*****************************************************************************

W końcu napisałam ten rozdział. Myślałam, że mi się nie uda. Wiem, wiem nie jest to najlepszy rozdział, gdyż zdarza  mi się pisać ciekawsze rozdziały.
Jak myślicie kto wszedł do sali Violetty?? Jak wam się podoba nowe tło??  Może powinnam je zmienić?? Zapraszam do udziału w ankiecie i tworzę nową stronę o nazwie bohaterowie. Będą tam opisy poszczególnych postaci :)

piątek, 28 lutego 2014

Rozdział 14

Mam nadzieję, że ten rozdział się wam spodoba. Będzie też dłuższy od pozostałych.

Rozdział 14

Na zajęciach....

Natalia:
- Ostatnio działo się bardzo dużo.- Pablo zaczął zajęcia- Mianowicie, Lena miała wypadek, lecz już dziś możecie ją poznać, gdyż rano wyszła ze szpitala. Ma jeszcze gips na ręce, ale może tańczyć. Musimy tylko na nią uważać. Helena! Zapraszam! - Pokazał ręką w stronę drzwi, w których ukazała się moja młodsza siostrzyczka.
- Cześć! - przywitała się i pomachała zdrową ręką. Była ubrana w białą bluzkę z nadrukiem, granatowy sweterek oraz czarne rurki, a na głowie miała mój kapelusz. W sumie wyglądała tak. Ja strasznie nie lubię, gdy ona pożycza moje ciuchy, a zwłaszcza, gdy robi to bez pytania.
- Wracając. Mieliśmy też problem z Violettą, która się znalazła, ale jeszcze przyjmuje leki przeciw bólowe, więc nie może przyjść na zajęcia. Niestety nadal nie znaleźliśmy Leona. Jest to bardzo przykra wiadomość, gdyż to nasz przyjaciel. - kontynuował Pablo - Jeśli ktoś przypuszcza, gdzie Leon może się znajdować to prosimy o kontakt ze mną, policją lub rodziną Leona.
- A szukali go na torze??? Może Lara wie, gdzie on jest??? - Nieśmiało powiedział Andres.
- Nie sądzę, ona raczej dała by mi znać, gdyby on u niej był. To przecież moja przyjaciółka. - powiedziała jakaś dziewczyna, którą widzę pierwszy raz, pewnie to ta z tych co się nie odzywają, a na przedstawieniach śpiewają chórki. Czekać przecież ja się nie odzywam i zawsze śpiewam chórki.
- Zmieniając temat, Lena mnie po informowała, że napisała nową piosenkę i chce się nią pochwalić. Zapraszam! - Dlaczego wszyscy sądzą, że ona jest lepsza ode mnie, nawet Pablo.
- A więc, chcę zaśpiewać piosenkę, do której natchnęła mnie Ludmiła! Dzięki.
- Ja, ale jak to?? - zapytała Ludmiła
- Pamiętasz jak w tamtym roku mściłaś się na mojej siostrze?? No w tedy nie lubiłaś też mnie i mówiłaś, że  nie mam talentu, a ja ci w tedy zaśpiewałam co mi ślina na język przyniosła. Później przypomniałam sobie to i napisałam tą piosenkę. Posłuchajcie. - zaśpiewała  piosenkę. Mi się podobała i to bardzo, a Pablo powiedział, że musi się ona pojawić w naszym przedstawieniu.
- Dobra, mam dla was nowe zadanie. Każdy z was napisze piosenkę o pewnej osobie lub o osobach. Myślę, że Natalia napiszę piosenkę o Ludmile, Francesca o Violi i Camili, Federico może napiszesz piosenkę o Natalii.
- A co z resztą??? - zapytała Cami
- Natalia, Francesca, Federico napiszą piosenki. Ludmiła, Camila i Viola - jak wydobrzeje. Muszą wymyślić do tych piosenek choreografie. Maxi pomoże Natalii i Ludmile w przygotowaniu występu. Broedway ty zajmiesz się przygotowaniem występu Francesce i Camili, bo Viola raczej nie będzie w stanie. Andres,  ty przygotujesz scenę na występ oraz pomożesz mi w pewnej sprawie. Dobrze koniec zajęć. Do jutra.
Wyszłam z zajęć i od razu podbiegłam do Fran, która całą lekcje była zamyślona i nie uważała.
- Fran, Fran, Fran czekaj! - złapałam ją za ramie- co się dzieję??
- Nic takiego, po prostu.. Nie wiem. Mam zły dzień.
-To przez Marco, prawda??
- Tak, nie, nie wiem.
-Chodź do mnie to porozmawiamy na spokojnie.
- Dobra.

Camila:
Ludmiła mnie omotała, a raczej ja ją, ale nie ważne.  Przykro mi, że tak spławiłam Fran. Ludmiła i tak się do mnie nie odzywa. Chciała, abym się pokłóciła z Fran przez co ona będzie smutna. Muszę ją przeprosić.
- Fran, czekaj! Ja cię bardzo, bardzo, bardzo, bardzo przepraszam. Nie chciałam, zaprzyjaźnić się z Ludmiłą tylko byłam zła, że zaprzyjaźniłaś się z Natą i, że tak szybko zapomniałaś co ona nam zrobiła. Przecież udawała naszą przyjaciółkę już w tamtym roku, a później nas wystawiła. Było mi przykro, że bardziej lubisz ją ode mnie. Przepraszam.
- Nie szkodzi, nic się nie stało.
- Czyli mi wybaczysz???
- Tak, idziesz z nami do Natalii??
- Nie wiem, czy ona będzie chciała mnie wpuścić?? - spojrzałam pytająco na Nate
- Oczywiście, możesz iść z nami.

Leon:
Mam dość siedzę tu już parę dni i nikt tu nie przyszedł. Udało mi się ustalić, gdzie jestem. Zastanawiam się nad znalezieniem budki telefonicznej i po informowaniem mamy, gdzie jestem, ale cały czas się boję co jest z Violą. Choć z drugiej strony bandyci nie zostawiliby mnie na parę dni samego w ich ,w dodatku otwartym. Nie mam dość. Muszę stąd wyjść. No dobra wychodzę. Oby nikt mnie nie złapał.....

######################################################################################

Myślę, że jest dłuższy od poprzednich. Czekam na wasze komentarze i opinie.

czwartek, 27 lutego 2014

Postanowiłam

Postanowiłam, że rozdział jednak pojawi się jutro, gdzieś koło godziny 13 - 14, bo jutro wcześnie kończę lekcje. Postaram się, aby był on dłuższy od tych co pisałam ostatnio.
Doszłam do wniosku, że pod każdym rozdziałem powinny być minimum 4 komentarze, bo w końcu mam cztery obserwatorki. Komentujcie  rozdział 13, a jutro pojawi się 14.
Do jutra :)


Rozdział 13

 Pod ostatnim rozdziałem są tylko 3 komentarze. Jest mi z tego powodu bardzo przykro. Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem będzie więcej komentarzy.

Rozdział 13
Następnego dnia przed zajęciami...
Francesca:
Jestem na siebie wściekła. Nie powinnam stamtąd wybiegać. Czuję się strasznie głupio. Marco za mną pobiegł, lecz ja byłam szybsza. Udało mi się wsiąść do już odjeżdżającego autobusu. Widziałam jak Marco biegnie za autobusem, lecz po paru minutach zdyszany zatrzymał się i chyba wrócił do szpitala. Jestem na siebie zła. To taka stara piosenka, ale bardzo ją lubię. Może to zaśpiewam:
- Myślę, że moim największym pragnieniem jest latać
To naprawdę pomaga mi zbliżyć się do Ciebie,
Teraz spójrz mi prosto w oczy
Poczuj bicie serca
Zapewniam Cię, że będę
Wiem, że latając jestem z Tobą

Daj mi jeszcze jeden dzień
Bo chcę cię tu zobaczyć
Uścisnąć i uśmiechnąć
Daj mi jeszcze jeden dzień
Bo to trzeba wiedzieć
Ostatniej nocy śniłeś mi się....
Nie skończyłam śpiewać, bo usłyszałam za drzwiami mojego pokoju jakieś odgłosy. Jakby czyjś głos. Wstałam i otworzyłam drzwi, lecz nikogo tam  nie było. Na ziemi leżała tylko moja torebka, która nie wiem jakim cudem się tu znalazła. Przecież zostawiłam ją u Violetty...

Federico:
Wczoraj pan German dostał telefon od Francesci, że znalazła Violettę. Mimo późnej godziny pojechałem do szpitala razem z wujkiem. Zastaliśmy tam śpiącą Violę oraz Natę i Lenę. Lena to siostra Naty. Poznałem ją wczoraj. W sumie to  nie wiedziałem, że Natalia ma młodszą siostrę. Zaraz po naszym przyjściu Natalia wyszła, bo powiedziała, że już późno i rodzice będą się o nią martwić. Pan German został u Violetty całą noc, a ja poszedłem kwadrans po Natalii. już wychodziłem, gdy Viola się obudziła. Spytała gdzie jest Francesca, a ja powiedziałem, że jak przyszliśmy to jej nie było, a ona na to, że była, ale wybiegła i zostawiła torebkę. Poprosiła mnie, abym ją zwrócił Fran, jutro rano. Jak powiedziała tak zrobiłem. Poszedłem do Fran. Luca mnie wpuścił. Podszedłem pod drzwi i usłyszałem piosenkę.... To ona. To Francesca była na tej imprezie???? To nie możliwe!!!Przecież, przecież to nie może być Fran. To jest moja przyjaciółka. Przecież bym ją rozpoznał!! To  nie możliwe!! Nie wiedziałem co zrobić i po prostu wyszedłem, zostawiając torebkę Fran pod jej drzwiami.....
******************************************************************************

Jak się podobało??? Może być??? Jak myślicie to Fran jest tą dziewczyną, czy może ktoś inny??? Wychodzi na to, że teraz będę pisać krótsze rozdziały. Może się okazać, że dziś na wieczór dodam jeszcze jeden rozdział bo  nie mam dużo do zrobienia na jutro.
Czekam na komentarze. :)

niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział 12

Francesca:
Jestem taka szczęśliwa, właśnie jedziemy do Violetty. W końcu ją znaleźliśmy. Marco ma świetne pomysły. To on wpadł na to, aby obdzwonić szpitale.
- Ej, wydaje mi się, że powinniśmy zadzwonić do taty Violi, aby się więcej nie martwił. - powiedział Marco
- Wypadało by, masz do niego numer??- zapytała mnie Nata
- Tak, chyba tak, o jest. Już do niego zadzwonię- powiedziałam szukając numeru w komórce
- Halo.
- Dzień dobry, z tej strony Francesca przyjaciółka Violetty
- A, to ty. Wiesz może coś nowego w jej sprawie??
- Tak znaleźliśmy ją. Jest w szpitalu, właśnie tam jedziemy. Zaraz podam panu adres. - pan German bardzo się ucieszył, gdy powiedziałam, że znaleźliśmy Violę. Podałam mu adres, on powiedział, że za chwilę tam będzie i się rozłączył. Ciekawe, czy jest jeszcze u mamy Leona. Marco przerwał moje rozmyślenia słowami:
- Już jesteśmy!
Wysiedliśmy z auta i dosłownie wbiegliśmy do szpitala. Nata jako pierwsza znalazła recepcje, gdzie podali nam numer pokoju, w którym Viola się znajduje. Później prawie na wyścigi biegliśmy pod wskazany numer, lecz zastaliśmy tam Lenę. Bardzo się zdziwiliśmy. My czyli Marco i ja, bo Nata powiedziała, że tak jej się wydawało, że skądś zna ten numer pokoju. Dopiero po chwili zobaczyliśmy, że w samym kącie pokoju, leży Violetta. Wyglądała strasznie. Na głowie miała plaster, na ramieniu opatrunek. Była przypięta do wielu maszyn, a w dodatku cała posiniaczona.
- Violetta.- powiedziałam i podeszłam bliżej, ona otworzyła oczy i powiedziała bardzo cichym i zmęczonym głosem:
- Fran, to ty??
- Tak to ja, jest ze mną Nata i Marco.
- Cześć Naty, może nie wypada tak pytać, ale co to za gość???
- To jest Marco, to on wpadł na pomysł, aby poszukać cię w szpitalu. To jemu zawdzięczamy to, że cię znalazłyśmy. - wtrąciła się Nata. Ona w ogóle nie ma wyczucia czasu. Zawsze wcina się w tedy, gdy nie powinna.
- Nadal sobie nie przypominam. - dalej upierała się Violka
- No wiesz ten, który śpiewał w barze karaoke.
- Aaa, ten, który ci się podoba... - Marco popatrzył na mnie takim wzrokiem, że nie wiedziałam co zrobić. Po prostu wybiegłam mając łzy w oczach, które sama nie wiem czemu popłynęły po moich policzkach....
Nata:
Fran właśnie wybiegła, a za nią Marco.
- Mogłam was uprzedzić, że Viola dostała przed chwilą silne leki przeciw bólowe, po których można mówić głupoty. - odezwała się Lena, a Viola się głupio zaśmiała...

Fede:
Jestem w barze karaoke. Dochodzi dziewiąta, a dziewczyn nadal nie ma. O nie teraz moja kolej myślałem, że one zdążą dojść, ale się nie udało. No cóż i tak zaśpiewam co mi szkodzi. Wyszedłem na scenę i śpiewałem Te esperare i wtedy przypomniałem sobie, dla kogo ją napisałem. To było jeszcze przed przyjazdem do Buenos Aires i całym You mixem. Był bal karnawałowy. Wszyscy byliśmy poprzebierani, a ja zobaczyłem przepiękną dziewczynę. Miała piękne czarne loki świecące w świetle migających światełek. Miała na sobie przepiękną, zielono fioletową sukienkę do której przyczepione były skrzydła. Była przebrana za wróżkę. Niestety nie widziałem jej twarzy, gdyż przysłaniała ją kolorowa maska. Później straciłem ją z oczu. Cały bal jej szukałem i gdy już myślałem, że jej nie znajdę - pojawiła się. Stała na scenie. Śpiewała piosenkę. Taką... cudowną, niestety, gdy zeszła ze sceny jakby rozpłynęła się. Przed chwilą stała przede mną, a za sekundę już jej nie było. Wypytywałem o nią ludzi, lecz nikt jej nie widział. Nie spotkałem jej nigdy więcej, a piosenkę, którą śpiewała zapomniałem.. od razu.


#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#**#*#*#*#*#*#*#*#**#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#


Wiem, wiem znowu krótki, ale nie mam ostatnio zbyt dużo czasu.  Za to postaram się pisać częściej. Czekam na komentarze i nowych obserwatorów.